Kiedy słyszę od polityków czy komentatorów polityki: "dowiozą", "nie dowieźli", "dowożą", przyprawia mnie to o mdłości. Skoro rząd i politycy to firma transportowa, warto spytać o ładunek. Mnie się ten dowóz kojarzy jakoś z nawozem. Taki tytuł pamiętam: "Nawozy z Rosji i Białorusi płyną do Polski". No więc one, mimo kolejnych embarg, pewnie dalej tak płyną i płyną. Z ich zapachem i konsystencją trudno polemizować. Stąd poniższa wyliczanka.
Chłopaki z naszej klasy
znów nie dowieźli (kiełbasy).
Jeden nie dowiózł,
bo nie rozliczył,
drugi nie dowiózł,
bo się przeliczył.
Trzeciemu słupki opadły
(na czymże teraz stać będzie?),
czwarty remizę ogacał
w rozmodlonym obłędzie.
Piątemu ciążyła przeszłość
(i czasopisma),
szósty też nie mógł dowieźć,
ponieważ na tamtych zwis ma.
Komentarze
Prześlij komentarz