Próba donosu premiera na samego siebie


Premierem jestem
swojego plemienia,
choć prezio cały
mi koncept zmienia.

Uprzejmie donoszę,
że z trudem znoszę,
kiedy się panoszy
(już wolę broszę).

Rzeczywistość dźgam nosem,
lubię mówić z patosem,
a obecność tęczy
bardzo mnie męczy.

Komucha zduszę, elgiebeta,
bo przecież facet — nie kobieta!
My sodalicji zewrzemy krąg,
nie dość nam waszych dręczeń, mąk!

Żeby Polska była Polską,
a nie Krajem Warty,
muszę most otworzyć
dawno już otwarty.

Uwielbiam meloni
i lubię polenty,
do Rzymu chętnię jeżdżę, 
ja, premier wyklęty!

Dżepetto mi wpoił,
kiedy durnia strugać,
a że lud durnowaty,
to może się udać!

Ja wały piastowskie
zamieniam w pisowskie,
 — oto moja moc czartowska,
moja wola, wasza troska!

Inflację mam za nic,
bo jej brak zasięgu
do moich i mojszych,
do mojego kręgu.

Czasem sobie pojadę
po inteligentach,
gram na niskich instynktach,
droga moja kręta.

Dopiekę kobietom
klauzulą sumienia,
żeby wraz poczuły
cały ból istnienia.

Samorząd, belfer, łapiduch
 — są mi łatwym celem,
między jednym a drugim
słowem na niedzielę.

Do kościółka chętnie tuptam
niczym galant ze swą trzódką
albo też w partyjnym kole
składam hołdy 

TRWAM skromniutko.

Kiedy lipiec się wyzłoci
dożynkowym kłosem,
siędę na trybunie
i będę Witosem.

No a kiedy wdzieję
lity pasek słucki,
 — mam taką nadzieję — 
będę jak Piłsudski.

Z puszingiem przez granicę
nie mam nic wspólnego,
to sprawa kołchoźnika
 — nikogo innego. 

Kiedy was to nuży,
że tak wciąż bajdurzę,
MY zwieramy szyki,
by stać się przedmurzem.

Nie tylko przedmurzem,
ale i ostoją,
za mną są chłopaki,
które się nie boją. 

I krzyż dźwigam,
bo noszenie krossu
kwintesencją jest patossu
(i donossu).

Raz majster Dżepetto
w nocy mi się przyśnił
i powiedział do mnie:
"Nie bądź taką wiśnią".

Czasem zazgrzytają
zawiasy sumienia,
ale zasadniczo
karma się nie zmienia.

Nawet gdyby ktoś znów
coś tam sobie rościł,
płaszcza wam nie oddam,
droga publiczności.

Lisim okiem łypię
spoza okularu,
czy tłum kupił tę chałę
pełną bezwyrazu.

We władzy pławię się odmętach,
ja, premier wyklęty!

O, matko święta,
czemu twarz moja taka odęta?!


Komentarze

Popular posts

Trumputin.
Kiedy słyszę od polityków czy komentatorów polityki: "dowiozą", "nie dowieźli", "dowożą", przyprawia mnie to o mdłości. Skoro rząd i politycy to firma transportowa, warto spytać o ładunek. Mnie się ten dowóz kojarzy jakoś z nawozem. Taki tytuł pamiętam: "Nawozy z Rosji i Białorusi płyną do Polski". No więc one, mimo kolejnych embarg, pewnie dalej tak płyną i płyną. Z ich zapachem i konsystencją trudno polemizować. Stąd poniższa wyliczanka.  Chłopaki z naszej klasy  znów nie dowieźli (kiełbasy).  Jeden nie dowiózł,  bo nie rozliczył,  drugi nie dowiózł,  bo się przeliczył.  Trzeciemu słupki opadły  (na czymże teraz stać będzie?),  czwarty remizę ogacał  w rozmodlonym obłędzie.  Piątemu ciążyła przeszłość  (i czasopisma),  szósty też nie mógł dowieźć,  ponieważ na tamtych zwis ma.
Nam się zdaje, że nasze na wierzchu, tymczasem z perspektywy szanownych nieboszczyków wygląda to jednak nieco inaczej.